Kto by pomyślał, że wyjazd w góry może być aż tak beznadziejny? Tak, dokładnie, tylko ja trzymam głowę na karku. Za oknem panuje okropna śnieżyca, a temperatura utrzymuje się na minusie, do tego okropna kałuża roztopionego śniegu gościła w naszej chatce tak często, jak to tylko możliwe, gdy ktoś pojawiał się w drzwiach od razu witał go mop, a na ośnieżone buty czekała szmatka, która zdążyła nasiąknąć już wodą, błotem, śniegiem i czym tam jeszcze mogła. Mój pobyt tutaj skupił się na fotelu położonym dość blisko kominka, pijąc gorącą czekoladę prawie zapominałam o tym całym koszmarze panującym za oknem. Nie miałam zamiaru tutaj być, jednak moi rodzicie, którzy są dość nadpobudliwi prawie wpakowali mnie do walizki jadąc tutaj. Nic nie ma tak pięknego jak rodzice, nauczyciele i ludzie, że szkoły, których po prostu nie cierpię i to w święta...
Carol
Prawie wpakowałem moich rodziców do walizki jadąc tutaj, to znaczy oni też bardzo chcieli tutaj być, ale byłem tak bardzo szczęśliwy i wstrząśnięty wyjazdem, że nie mogłem znieść ich powolnego "pakowania walizek" - jeżeli można to tak nazwać. Moi rodzący zawsze mieli wszystko poukładane, rzetelnie i równo, ich wyjazd musiał mieć plan, który pomagał im w zaspokojeniu potrzeb i organizacji czasu, nie wiem skąd u nich taka pilność, ja niestety taki nie jestem. Jedyną wspólną genetycznie cechą jest miłość do świąt bożego narodzenia. Mamy obsesje, podkreślam dwa razy, obsesje, przez co sąsiedzi w okresie świąt nie odwiedzają nas za często. Dobrym pomysłem było przyjechać tutaj i wraz z rodziną, nauczycielami, szkolnymi kolegami, pomodlić się wspólnie przed wigilijną kolacją...
Cornelia
Odgarnęłam włosy z twarzy i rozmarzyłam się w białym krajobrazie, w oddali dostrzegłam palące się latarnie, które migotały wśród nocy i rozjaśniały okolice powodując piękny urok całego widoku. Uwielbiałam dopatrywać się szczegółów wśród natury, jest to bardzo przyjemne doświadczenie, czasem znajdzie się coś dla siebie, czasem coś zaciekawi drugą osobę, możesz wtedy podzielić się z nią radością, jednak jestem tu sama, a według moich rodziców wyjazd tutaj będzie dla mnie okazją do nawiązania znajomości. Sami jednak ze mną tutaj nie przyjechali, mieli "pilną sprawę" - cokolwiek to oznacza. Nawet w wigilię nie znajdywali dla mnie czasu, pamiętam jedyne święta razem, byłam wtedy bardzo szczęśliwa, moi rodzice również. Teraz jednak moja mama ożeniła się z innym facetem i nie jest już tak pięknie. Rozłożyłam nogi na parapecie i oparłam czoło o zimną szybę śpiewając w ciszy "Last Christmas"...
Edward
Przeszukałem walizkę od deski do deski, przejrzałem również kurtki, w walizkach przyjaciół również ani śladu mojej miłości. Serce łomotało mi jak szalone i czułem jakby zaraz miało rozbić się na milion kawałków. Cały spocony, ignorując zawołania chłopaków do wspólnej zabawy w strzałki, biegałem jak szalony od góry do dołu. Gdzie moja kamera? Zadawałem sobie to pytanie odkąd tu jestem, to niemożliwe, że jej nie spakowałem, a zgubić też jej nie mogłem. Bez niej czuje się jak bez ręki, każdy wyjazd, każdą chwilę dokumentuje właśnie tą kamerę, a teraz kiedy jesteśmy wszyscy razem, w tym domku w górach, kiedy jest tyle okazji do zrobienia ciekawego materiału, ona - moja miłość. po prostu zniknęła i to w święta...
Celina
Pokój nauczycieli znajdował się na samym dole, dobrze trafić na pokój obok kogoś, kogo zna się od bardzo dawna i kocha się go szaleńczo, ale bez wzajemności i bez możliwości wyznania miłości z powodu zasad etykiety nauczyciela. Przecież jakby uczniowie zareagowali? A jak ich rodzice? Te pytania słyszę praktycznie co sobotę od mojej mamy, tak, własnej rodzonej matki. Kocham ją bardzo mocno, to ona pocieszała mnie w chwilach miłosnych, które zawsze kończyły się klęską, zdarzało się też, że jej rodzicielski instynkt podpowiadał, aby samej znaleźć męża dla córki, skończyło się to dramatycznie. Wycierałam ośnieżone buty, kiedy po plecach przeleciały mi miliony chłodnych dreszczy, gwałtownie odwróciłam głowę w stronę wiejącego wiatru, a moim oczom ukazał się on, stojący w drzwiach, trzymający choinkę. Niepokojąco wielką choinkę, której czubek ledwo mieścił się w chatce. A gdyby tak mnie wniósł na swoich boskich rękach, przez drzwi do sypialnego łóżka i...i to w święta...
Gregory
Ciężka praca popłaca! Ostatnim ruchem wyrwałem choinkę z rąk obleśnego grubasa, pomimo wielu okaleczeń na moim ciele z powodu kujących mnie igieł świerku, dałem radę donieść choinkę aż tutaj. Stojąc pewnie z drzewkiem podajże dwa razy większym ode mnie czułem się jak młody bóg, silny i piękny, niestety w oczach moich uczniów byłem tylko nauczycielem matematyki. Pierwiastki, wyrażenia algebraiczne to moja specjalność. Z rozmyśleń na temat moich boskich wdzięków wyrwała mnie Pani dyrektor, poczciwa kobieta. Ruchem ręki kazała odstawić mi choinkę na bok, ulżyło nie tylko mi, ale też i moim dłoniom, które właśnie teraz żyły własnym życiem i drżały niezależnie ode mnie. Jej oczy migotały wśród palącego się ogniska, a ja zapominając o nieośnieżonych jeszcze butach wtargnąłem na świeżo umytą podłogę i nim się spostrzegłem leżałem na brzuchem do góry, a ból w plecach wydobył z moich ust okropny krzyk. Wesoły początek świąt
Celina
Pokój nauczycieli znajdował się na samym dole, dobrze trafić na pokój obok kogoś, kogo zna się od bardzo dawna i kocha się go szaleńczo, ale bez wzajemności i bez możliwości wyznania miłości z powodu zasad etykiety nauczyciela. Przecież jakby uczniowie zareagowali? A jak ich rodzice? Te pytania słyszę praktycznie co sobotę od mojej mamy, tak, własnej rodzonej matki. Kocham ją bardzo mocno, to ona pocieszała mnie w chwilach miłosnych, które zawsze kończyły się klęską, zdarzało się też, że jej rodzicielski instynkt podpowiadał, aby samej znaleźć męża dla córki, skończyło się to dramatycznie. Wycierałam ośnieżone buty, kiedy po plecach przeleciały mi miliony chłodnych dreszczy, gwałtownie odwróciłam głowę w stronę wiejącego wiatru, a moim oczom ukazał się on, stojący w drzwiach, trzymający choinkę. Niepokojąco wielką choinkę, której czubek ledwo mieścił się w chatce. A gdyby tak mnie wniósł na swoich boskich rękach, przez drzwi do sypialnego łóżka i...i to w święta...
Gregory
Ciężka praca popłaca! Ostatnim ruchem wyrwałem choinkę z rąk obleśnego grubasa, pomimo wielu okaleczeń na moim ciele z powodu kujących mnie igieł świerku, dałem radę donieść choinkę aż tutaj. Stojąc pewnie z drzewkiem podajże dwa razy większym ode mnie czułem się jak młody bóg, silny i piękny, niestety w oczach moich uczniów byłem tylko nauczycielem matematyki. Pierwiastki, wyrażenia algebraiczne to moja specjalność. Z rozmyśleń na temat moich boskich wdzięków wyrwała mnie Pani dyrektor, poczciwa kobieta. Ruchem ręki kazała odstawić mi choinkę na bok, ulżyło nie tylko mi, ale też i moim dłoniom, które właśnie teraz żyły własnym życiem i drżały niezależnie ode mnie. Jej oczy migotały wśród palącego się ogniska, a ja zapominając o nieośnieżonych jeszcze butach wtargnąłem na świeżo umytą podłogę i nim się spostrzegłem leżałem na brzuchem do góry, a ból w plecach wydobył z moich ust okropny krzyk. Wesoły początek świąt
